Kategorie: Wszystkie | Argentyna | Brazylia | Hiszpania | Portugalia | Reszta Świata
RSS
piątek, 19 marca 2010

Na youtube dorzucam trochę filmików z Vila Belmiro w Santosie i Palestra Italia w Sao Paulo.

Jak odnajdę kartę, co jej odnaleźć nie mogę, to jeszcze będzie Copa Libertadores z Maracany.

Teksty ze stadionowych wydarzeń drukować będzie od przyszłego tygodnia Tylko Piłka.

Moim stadionowym faworytem jest filmik, który dedykuję Polonesowi;)))

Nasz sąsiad-frustrat z prawej "jechał" w ten antysampowski deseń przez bite dwie godziny!

Wiecej na http://www.youtube.com/brasileiraobloxpl !

00:22, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 marca 2010

Niedawno skończył 18 lat. Niespełna miesiąc później dostał "prezent" od federacji piłkaskiej. Neymar został zawieszony na 18 najbliższych meczów Paulistao!

A kara to skutek nie tyle czerwonej kartki w ostatnim meczu z Palmeirasem, lecz reakcji na ową kartkę.

Otóż młokos z Santosu rzekł do arbitra: vai tomar no cu!

Czyli powiedział to co skanduje każdy szanujący się kibic w Brazylii, kiedy sędzia gwiżdże nie po jego myśli.

Acz, co tu dużo kryć, Neymar pojechał po bandzie.

Ale, jak widać, grono sędziowskie w Brazylii na ataki słowne, w kontekście praktyk homoseksulanych, jest bardzo wyczulone...

Natomiast już bijatyki w stylu Diego Souzy z Domingosem wycenione były tylko na 3 mecze.

Co pokazuje, że kultura słowa w Brazylii ma się dobrze.

I to chyba dlatego książki i podręczniki w tym kraju są tak pierońsko drogie.

Bo kultura powinna drogo kosztować, o czym Neymar się właśnie przekonuje;)

PS.

A swoją drogą, czy w Anglii, Niemczech czy Italii za ów faul nie skończyłoby się na żółtej kartce?

19:06, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (2) »
niedziela, 14 marca 2010

Powiem Wam jedno:

- są na tym świecie rzeczy i wydarzenia, które trzeba zobaczyć na własne oczy żeby przekonać się o ich niepowtarzalności.

Oglądając dzisiejszy mecz Barcelony z Valencią, upewniłem się, że tak jak żadne zdjęcia nie oddadzą potęgi wodpospadów w Iguazu, tak pisanie o bajecznych golach Lionela "Fussball Got" Messiego też wielkiego sensu nie ma.

Albo jedziecie oglądać Wielki Kanion Kolorado albo podniecacie się jeziorami mazurskimi.

Tak samo z Leo. Te akcje przypomniały mi dlaczego od 25 lat uważam Diego Maradonę za najlepszego gracza w historii. Ten facet z piłką robił rzeczy, które innym zawodowym piłkarzom nawet przez myśl nie przejdą. Z Messim jest dokładnie tak samo!

Barcelona - Valencia 3:0, Messi x 3:

 

A swoją drogą, hat-trick Messiego jest równie piękny jak ten sprzed dekady. Kiedy to z Che rozprawił się Rivaldo. Jak do tej pory był to mój ulubiony hat-trick rezydenta Camp Nou, coś jak "Madonna" Muncha, Sagrada Familia czy 5 symfonia Dworzaka - jeden z owych cudów dokonanych ręką bądź nogą człowieczą:

21:36, brasileirao , Hiszpania
Link Komentarze (1) »
sobota, 13 marca 2010

Bawiąc niedawno w Brazylii jeszcze raz upewniłem się w sprawie, której pewny jestem odkąd interesuję się futbolem. Mianowicie, Polacy znają się na futbolu, wiedzą jak go naprawiać, doskonałą mają świadomość jakie błędy i gafy popełniają Brazylijczycy, Argentyńczycy, Niemcy, FC Barcelona, Manchester United czy Bayern Monachium. Lecz wskutek niewytłumaczalnego, polski futbol tkwi w wielkiej dziurze (niektórzy nawet wiedzą co to za dziura) i od ćwierćwiecza pomysłu na wydobycie się z doła nikt nie wymyślił.

Hm, a może i wymyślił, ale w życie wcielić się go nie udało.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Kiedy w listopadzie oglądałem w Hiszpanii mecze Barcelony i Valenci, miałem okazję rozmawiać z tubylcami.

- Polski futbol - zastanawiali się kibice che i blaugrany - Boniek, Wisła Kraków. Ktoś kojarzył Boruca z Euro 2008, starsi kibice pamiętali o zawodnikach z ekipy Górskiego. Lecz polskie drużyny klubowe pozostawały na ogół enigmą, tak jak współcześni nam zawodnicy.

W Brazylii o futbolu rozmawiałem w kilku miastach. Na stadionach, w samolotach, autobusach, z dziennikarzami, kibicami, Panem W Sklepie Sportowym, a nawet z Pewnym Świetnym Zawodnikiem, a już najwięcej z moim przyjacielem Henrique.

Gracie na mundialu? Nie? Słabo. Dlaczego nie znam waszych drużyn z Ligi Mistrzów i Pucharu UEFA? Zawieszenie? Kto jest mistrzem Polski? Wisła? Nie znamy. Górnik Zabrze i Ruch Chorzów sławne kluby z przeszłości? Haha, sławne kluby z przeszłości to Real Madryt, Benfica, Inter Mediolan, Ajax albo Bayern. Wygrali jakieś puchary? Nigdy? Nic? To jak mogą być sławni?! Kto po Bońku był najlepszy? Smolarek? Aaa, znam - powiedział Joao, dziennikarz sportowy pracujący dla radia w Santosie i największego portalu internetowego w Brazylii. Znał też Boruca i Dudka. Ale Joao zajmuje się futbolem. Jego kolega biegły w tajnikach koszykówki i siatkówki znał już tylko Grzegorza Latę, papieża i Roberta Kubicę...

Pokora by się przydała

Ignorancja? Bufonada?

Nie! Nic z tych rzeczy. Jak bowiem interesować się piłkarzami, którzy nigdy nie byli mistrzami świata, Europy, nawet nie grają w Lidze Mistrzów, a co dopiero ją wygrywają. Nawet puchar UEFA jest dla nich o kilka progów za wysoko.

Przecież w najważniejszych europejskich rozgrywkach gra... 10 razy więcej Brazylijczyków niż Polaków! I co roku jeszcze je któryś z następców Pelego, Garrinchy czy Ademira da Guii wygrywa!

Słyszeliście, że był w Polsce klub, który miał 30 Brazylijczyków? - pytam podczas spotkania przy piwie. - Po co tylu - odpowiadają pytaniem - nie lepiej kupić 3-4 ale dobrych?

No właśnie. Kiedy kolejny raz czytam na łamach polskiej prasy albo słucham w naszej telewizji kpinek na temat brazylijskiej czy argentyńskiej piłki, myślę sobie: z czym do ludzi? Co człowieku wiesz o futbolu żeby krytykować pięciokrotnych mistrzów świata, których czterech zawodników w ostatnich 15 latach siedem razy było uznawanych najlepszymi zawodnikami globu, których piłkarze dominują na listach największych transferów świata...

Być może Brazylia nie wygra szósty raz mundialu. Co nie zmienia faktu, że europejski futbol bez udziału Brazylii wyglądałby blado i nieciekawie. Tymczasem nawet w Europie kibice futbolu mają kłopot z wymienieniem jakiejkolwiek nazwy związanej z polską piłką nożną.

Może więc pora na pokorę i podpatrywanie mistrzów a nie bufonadę i ignorancję, która zwykle towarzyszy tym, którzy niczego nie mają do zaproponowania.

 

 

 

16:33, brasileirao , Brazylia
Link Dodaj komentarz »

Z przykrością ogladałem środowy mecz Milanu z Manchesterem United. Nawet nie dlatego, że nie jestem kibicem "Czerwonych Diabłów", bardziej ze względu na kolejny słaby występ gracza, który przez lata był moim ulubieńcem.

Ronaldinho Gaucho jest nadal cieniem gracza, który do 2006 roku najleżał do najlepszych na świecie. Wolny, ciężki, nie wracający za rywalem. Pisałem na tym blogu o jego problemach już wielokrotnie. Największym jednak jego problemem jest wrzawa i zamieszanie, które kręcą wokół tego podupadłego gwiazdora ludzie Milanu i brazylijska prasa.

Oto Silvio Berlusconi, co rusz, twierdzi, że Ronaldinho jest już o tyci kroczek od formy z czasów Barcy. Oglądam kolejne mecze z udziałem mistrza świata sprzed ośmiu lat i jakoś tego renesansu nie dostrzegam. Pewnie, że jest lepiej niż w tragicznych latach 2007-09, ale gdzie tam do najlepszych czasów??

Bożydar Iwanow, komentujący mecz w Polsacie, słusznie zwrócił uwagę, że Brazylijczyk znacznie lepiej niż w czasach blaugrany gra głową.

Gra też coraz częściej jako środkowy napastnik, jest znacznie cięższy i wolniejszy, a skoro ma 180 cm to od czasu do czasu główkować musi...

Zaklina więc rzeczywistość Berlusconi wraz z trenerem Leonardo, dwoi się i troi donosząc o wielkiej formie Zębatego Globo oraz Lance, ba, Placar zrobił ogromne zestawienie kto - Robinho czy Ronaldinho - bardziej przydatny jest reprezentacji.

Chociaż właśnie w Placar odnalazłem trochę realizmu, który dobitne potwierdzenie dostał w ankiecie rozesłanej do trenerów, byłych gwiazd reprezentacji, komentatorów, ludzi futbolu w ogóle.

Otóż, wyszło z niej, że Dunga dobrze robi kadrze nie biorąc do niej Ronaldinha.

Wielkie nazwiska nie grają, wiedzą o tym ci sami Brazylijczycy, którzy zarabiają krocie na koszulkach oldbojów - Ronaldo i Roberto Carlosa.

Ot, realizm. To co na lokalnym podwórku jawi jako doskonały towar, na arenie międzynarodowej trąci już brakiem świeżości. Bo rosnąca popularność najbogatszych lig europejskich oraz Ligi Mistrzów jest najlepszym dowodem, że Brazylijczycy zdają sobie sprawę, iż najlepsi grają tam gdzie są największe pieniądze.

Dlatego personalne decyzje Dungi wbrew pozorom, nie ściągają na niego fali niezadowolenia, a ankiety dla czytelników brazylijskich gazet sportowych pokazują, że selekcjoner dokonuje wyborów akceptowanych przez kibiców.

W takim to kontekście myślę sobie: Ronaldinho wróc!

W końcu w Porto Alegre nieruchomości, restauracji i klubów uciech Twoja rodzina ma sporo. Do końca życia będzie z czego żyć. A może na starych śmieciach znów zachce się biegać jak kiedyś...

Chociaż zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że na feijoadzie, batata frita i tych super słodkich, wykręcających gębę słodyczach na zawsze skazany będzie na nadwagę jak Ronaldo.

Tak czy siak, wiele już nie straci. Dziś i tak żyje z kibicowskich wspomnień niedawnej sławy...

13:10, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (1) »
środa, 10 marca 2010

Brazylię przemierzaliśmy z żoną akurat podczas zimowych igrzysk olimpijskich. Od czasu do czasu zdarzało się nam w różnych miejscach oglądać telewizję Record, która nadawała igrzyska olimpijskie.

Przyznam się bez bicia, że nie oglądałem transmisji z Vancouver wybierając zawsze rozgrywki piłkarskie, lokalne wiadomości albo najnudniejsze na świecie nowele telewizyjne, których zjadliwość wzmaga się wraz z liczbą wychylonych szklanic leciutkiego piwa Brahama.

Tak się jednak złożyło, że podróżując po stanie Minas Gerais jechałem obok przemiłego mieszkańca Ouro Preto, zmierzającego akurat via Belo Horizonte do Recife.

Ględzilismy sobie o życiu, o Polsce i Brazylii, aż w końcu zeszło się nam na sport. Oczywiście ouropretończyk nie kojarzył poza Grzegorzem Latą żadnego polskiego zawodnika. Ba, nawet Kubicy nie znał, bo automobilizm zupełnie go nie pasjonował.

Za to zafascynował go najwybitniejszy nasz sportowiec XXI wieku, czyli Adam Małysz (bo tak przedstawiłem skoczka, którego szczerze podziwiam).

Andre - bo tak miał na imię mój sąsiad - zainteresował się ideą skakania na nartach. Sęk w tym, że nie był w stanie pojąć co to skocznia, a i ja po portuglasku nie znałem odpowiedniego układu literek układających się w zrozumiały dla nowego kolegi wyraz.

- Jak to facet zjeżdża z budynku i leci. A ile to on leci? - dopytywał towarzysz podróży.

- 100 metrów. Czasem koło 200 - wypaliłem z entuzjazmem.

Andre popatrzył na mnie jak na oczadziałego:

- A ile zawodników kończy takie turnieje? - zapytał z przerażeniem w oczach Brazylijczyk.

- Wszyscy, jak zawsze - wyjaśniłem z przekonaniem.

Mój nowy kolega zmróżył oko, sugerując, że robię z niego wała. Przecież to niemożliwe żeby wylądowali i byli cali i zdrowi, skoro lecieli w powietrzu 200 metrów, przekonywał mnie rozbawiony kitem, który sądził, że mu wciskam.

Stary, lecą 200 metrów i jeszcze wszyscy lądują na nogach i dostają punkty za to kto ładniej wyląduje. A telemarki są tak powszechne, jek bicyklety dla zawodowych piłkarzy czy pady dla zawodowych judoków albo zapasników.

Andre, wybuchnął śmiechem. Moja historia rozbawiła go na ładnych kilka minut.

- Kurcze, Polacy to mają rozrywki! Nie dziwię się, że słabo grają w piłkę, wolą sporty ekstremalne - stwierdził na koniec, kręcąc z niedowierzaniem głową.

Na szczęście o hokeju na lodzie, który tez bardzo lubię, słyszał już wcześniej, ale meczu też jeszcze nie widział. Z ekstremalnych sportów i tak skoki narciarskie zrobiły na nim niezatarte wrażenie.

A gdyby tak letnie Grand Prix w Brazylii? Adama Małysza mogliby podziwiać nowi kibice, a tych a Ameryce Pd mogłoby być naprawdę sporo.

17:07, brasileirao , Brazylia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 marca 2010

Reaktywuję się po kilkutygodniowej przerwie wpisem o Adriano. Kilkanaście dni temu, na Maracanie miałem przyjemność oglądać go w meczu Copa Libertadores z chilijskim Univesidad. Za wiele się nie nabiegał, ale pięknego gola strzelił. W Cariocao też z nim było dobrze, powołanie na mec z Irlandią wskazywało, że Imperador trzyma fason z drugiej połow 2009.

A tymczasem... popijawa, demolka kilku samochodów po imprezie zorganizowanej przez jego dziewczynę. Słowem powrót do najgorszych czasów z Interu Mediolan epizod 2.

Wice-prezydent Flamengo już przestał się pieścić ze swoim asem.

- Adriano ma problemy z alkoholem - wypalił drugi co do ważności człowiek w klubie.

Plotki wprawdzie mówią, że w grę mogą wchodzić też narkotyki, lecz we Fla kategorycznie zaprzeczają.

A piszący te słowa po trzytygodniowej, codziennej lekturze brazylijskiej prasy wcale o tym przekonany nie jest. Nie zdziwiłbym się, gdyby we Fla uznano, że lepiej przyznać się do nawrotu alkoholowego "cugu" zawodnika, niż pogrążyć go informacją, że jest dodatkowo uzależniony od narkotyków.

Nie dosyć, że już nikomu go nie sprzedadzą, to jeszcze klęskę poniesie strategia marketingowa mocno oparta na wizerunku Imperadora... A to już są znacznie poważniejsze straty.

Tymbardziej, że już jakiś czas temu pojawiły się informacje prasowe, że jeden z dyrektorów klubu zamieszany jest w rozpowszechnanie materiałów pedofilskich.

Narkotyki i pedofilia - tego żadna firma bazująca na emocjonalnym przywiązaniu klientów nie wytrzyma!

11:47, brasileirao
Link Komentarze (1) »
czwartek, 18 lutego 2010

Wybaczcie, ze tym razem bedzie bez polskich znakow. Pisze z jedynej kawiarenki internetowej, jaka udalo mi sie znalezc, a przestawienie klawiatury, poki co, mnie przerasta.

Dzis wielki dzien: na pieknym, choc malutkim stadionie Vila Belmiro Santos zagra z Bragantino. Tak naprawde to bedzie dopiero powrot Robinha do domu.

Wczesniejsze mecze z jego udzialem przeciez odbywaly sie na Arena Barueri i Pacaembu. Na Pacaembu przyszlo nawet 37 tys. ludzi, co zwazywszy na karnawal i 37 st. C. bylo naprawde swietnym wynikiem.

Robinho jest we wszystkich gazetach, Robinho dzis jest najwieksza gwiazda futbolu, dzis to maszyna napedzajaca Santos. Santos jest dzis dla Brazylijczykow pilkarskim pepekiem swiata. Chociaz, pomny cen biletow na mecze Barcelony, zdziwiony jestem swiesznie niskimi wydatkami na mecz z Bragantino.

30 RS kosztowal nas (z zona) bilet rodzinny. To ok. 50 zl. Bilet w moim ulubionym miejscu, nad bramka. Jednak akredytacja, ktora potwierdzono dopiero dzis, zmusza mnie do zajecia miejsca w camarote, czyli specjalnych miejscacg dla VIPow.

Powiem szczerze, na kazdym innym stadionie bylaby to porazka, ale Vila Belmiro jest jak mala Bombonera. Zajmujac miejsce w camarote jestes tak blisko akcji jak podczas meczu hokejowego.

Ze tym razem nie bede ogladac calego planu akcji, podziwiac rysunku gry? Kurcze, dwa metry od zawodnikow ostatni raz bylem na testach graczy przed rozgrywkami mlodej ekstraklasy.

Dzis zas bede obok Robinha i Neymara, z ktorymi zrobic wywiad jest trudniej niz z prezydentem miasta Santos! Robinho ma 11 ochroniarzy, a Neymara klub separuje od mediow. Za nic bowiem nie chca wzniecac spekulacji na temat jego wyjazdu do Europy.

Brasileirao ma jednak dla swoich czytelnikow sensacje, ktora podzieli sie juz niedlugo. Bo w CT dla mlokosow chomikuja gracza, ktory ma 15 lat i... niech mnie kule bija jesli nie jest talentem klasy Robinha czy Neymara!

Slow kilka o nim - jako pierwsi - juz niedlugo przeczytacie na moim blogu.

CDN...

 

 

 

14:38, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (2) »
środa, 10 lutego 2010

No i nie ma powołania dla Ronaldinha na towarzyski mecz w Londynie przeciwko Irlandii. Były as reprezentacji jeszcze musi się sporo natrudzić aby wrócić do łask.

Kilka goli w Serie A Dundze oczu nie zamydliło. Ronaldinho nadal jest zdecydownaie zbyt ciężki, za mało biega, nadal poza przebieżkami na lewej flance nie anglażuje się praktycznie w walkę dla drużyny. A i liczba strat piłki wciąż niepokoi każdego, kto pamięta tego futbolowego giganta z czasów, kiedy jeszcze bardzo mu się chciało...

Dunga nie powołując Ronaldinha jeszcze raz pokazał, że ważniejszy jest dla niego duch zespołu, że istatniejszy jest spokój w drużynie a niżeli paracyrkowe popisy.

W kadrze jest już dla jednego wirtuoza miejsce - Robinho znów dostał powołanie.

Ale Robinho od dawna jasno deklaruje, iż wyjazd na mundial to jego priorytet. Ronaldinho natomiast wciąż tylko deklaruje...

Gilberto zamiast skrzydłowych

Za to - tradycyjnie - niespodziankę mamy na lewej obronie. Ledwie objawił się dla reprezentacji Filipe z Deportivo, a juz trzeba szukac mu zmiennika. Ów utalentowany zawodnik doznał przecież kontuzji, która do końca sezonu eliminuje go z gry.

Cóż na takie dictum wykombinował Dunga? Wrócił do Andre Santosa, Marcela lub Adriano?

Złamał się pod presją Globo i sięgnął po oldboja Roberto Carlosa?

Nie. Sięgnął po też już niemłodego Gilberto z Cruzeiro Belo Horizonte. Co jest o tyle zaskakującym, że w drużynie z Minas Gerais Gilberto gra... w środku drugiej linii! Na lewej obronie mamy wielce utalentowanego 20-latka (którego chętnie już bym w reprezentacji zobaczył, bo młodzian gra aż miło) Diego Renana. Ale... Gilberto przez większą część życia był lewym obrońcą, a przynajmniej przez te lata, kiedy grał w Bundeslidze i Premier League.

33 lata, wielkie zdrowie, świetna technika, a do tego twardy styl gry. Zdaniem selekcjonera to atuty, które kwalifikują Gilberta do kadry.

Lance wprawdzie kpi, że ów wiarus jest już 9. lewym obrońcą w reprezentacji, ale wiadomo, że psy muszą poszczekać a karawana i tak jedzie dalej.

W moim prywatnym rankingu skrzydłowych nadających się do reprezentacji prowadzi ponownie powołany Bastos, za nim jest Diego Renan, za nim Marcelo i Andre Santos, a dalej Adriano.

Gilberto? Kto wie, może taka reaktywacja ów as z rękawa, którego tak Brazylii ostatniovtf u brakowało.

Reszta bez sensacji

Wśród bramkarzy sprawa pewna: Doni i Julio Cesar. W kontekście MŚ brakuje nam tylko trzeciego. Zapewne będzie to Victor z Gremio, ale Gomes z Tottenhamu wciąż ma jeszcze szanse.

Kwestia stoperów też już się wyklarowała. Lucio, Juan, Luisao i Thiago Silva wyraźnie odskoczyli takim kandydatom jak Miranda, Andre Dias czy Naldo.

Jedynym, nie testowanym, a wartym uwagi stoperem zdaje się rewelacyjny w Benfice David Luiz.

Prawa obrona bez zmian. Bo i co tu zmieniać. Maicon i Dani Alves to klasa światowa.

Defensywni pomocnicy? Gilberto Silva, Josue i Felipe Melo. Czyli sprawdzone już od dawna trio.

Lucas nie gra w Liverpoolu, a nawet jeśli to słabo. Simplico zdaje się mieć większe sznase od niego. Nie zapominajmy jednak o młodym Sandro z Internacionalu. A i Willians z Flamengo to gracz, którego może jeszcze warto przetestować.

Przed nimi z boku i przodu: Kaka, Ramires, Elano, JC Baptista i Kleberson. Kogoś dodać? Hm, Anderson utknął fatalnie w MU i trudno oceniać dziś jego formę. Diego w Juve też nie bryluje, a nawet kiedy brylował w Werderze, Dunga rzadko po niego sięgał.

Może Renato z Sevilli? Gracz doświadczony, kompletny, a do tego oddany grze kolektywnej. W Hiszpanii gra naprawdę całkiem przyjemnie.

Na lokalnym podwórku pewnie Hernanes z Sao Paulo, Cleiton Xavier z Palmeirasu albo Giuliano z Internacionalu...

Wymianiem ten kwartet, bowiem pod hasłem "kogoś odjąć" - jak nic - powinien pojawić się Kleberson. Wprawdzie to mistrz świata z 2002, wprawdzie to świeżo upieczony mistrz Brazylii z Flamengo, ale do licha, on naprawdę niczym szczególnym się od pół roku nie wyróżnił. O ile w ogóle jest zdów i może grać!

Pierwsza linia tak jak bramkarze, stoperzy i defensywni pomocnicy jest już wyklarowana. Nilmar, Robinho, Adriano i Luis Fabiano.

Zapewne tylko ze wzgledu na kontuzję powołania nie dostał Pato z Milanu. Wydaje się on idealnym uzupełnieniem dla wymienionego powyżej kwartetu.

Konkurenci? Na pewno nie Ronaldo. Bo znów ma kontuzje, bo znów ważny prawie 100 kg, bo za jego "powołaniem" nie stoi nic innego jak Globo.

Na pewno nie Grafite, bo Dunga zupełnie tego gracza lekceważy. Może Hulk kiedy ochłonie po bójkach w lidze portugalskiej?

Neymar brylujący w Paulistao? Nieee, chyba jeszcze nie...

Tak czy siak, 2 marca, na Emirates w Londynie Brazylia zagra w składzie bliskim mundialowego optiumum.

Tak to Dunga po przećwiczeniu w ciągu 3. lat 90 graczy skrócił listę kandydatów do ok. 35-40. Za to za miedzą Maradonie grupa kadrowiczów wciąż rośnie i rośnie...

I chyba już tylko Pele przestrzega przed Argentyną podczas mundialu w RPA. Na 4. miesiące przed turniejem, u Maradony nawet obsada bramkarzy nie jest pewna. A w końcu poza Messim trzeba mieć jeszcze jakiś graczy godnych zaufania (El Diez wprawdzie mówi tak o Mascherano i Veronie, ale mówił to on dużo i najczęściej głupstwa).

 

02:53, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (4) »

Chyba wreszcie mogę zakończyć zohydzanie poczynań ludzi związanych z moim ulubionym brazylijskim klubem. Cicinho jednak wraca do FC Sao Paulo. Jeden z moich piłkarskich faworytów ściąga wreszcie do domu:)

Cyrk z odejściem z Romy trwał przez całe okienko transferowe. Dwa tygodnie temu agent piłkarza stwierdził, że strony są tak daleko w negocjacjach, że na zbliżenie nie ma szans.

Ale odkąd w National Geographic widziałem 1-sekundowe zbliżenie pewnego bliskiego wyginięcia gatunku małp, nic w kwestiach związanych z kontaktami gatunkowymi już mnie nie dziwi.

Cicinho, to piłkarz, który zachwycił mnie, w drużynie Paulo Autuoriego, gdy ta wygrywała Copa Libertadores w 2005 roku.

Real Madryt, ściągnął go do siebie pod koniec grudnia 2005. Początek kariery w Europie zapowiadał narodziny gwiazdy. Niestety, na początkusezonu 2006/07 ciężka kontuzja wyeliminowała Brazylijczyka z gry na pół roku. Kiedy wrócił do gry w 32. kolejce wiadomo już było, ze Real ma na jego miejsce dobrego zastępcę - Sergio Ramosa.

Jest jednym z doskonałych przykładów obrazujących różnicę w grze skrajnych graczy w Europie i Brazylii. Real Madryt z przez 1,5 sezonu testował go na prawej obronie (gdzie konkurował z Salgado i Ramosem), natomiast ofensywne usposobienie raczej predystynowało go do gry nieco wyżej (czyli tak jak dziś ustawiany jest na lewej flance w tym samym klubie Marcelo). No, ale wyżej był Figo, a już z samym nosem w chumrach usytuowanych po prawej stronie boiska był Beckham.

W Romie, gdzie trafił po madryckim epizodzie też nie wiodło mu się szczęśliwie. Pierwszy sezon świetny, drugi już wyraźnie słabszy. W tym w ogóle trudno go było zobaczyć na boisku...

A jeszcze odkąd wyszło na jaw, że chce wrócić do Brazylii...

Cicinho w Romie gasł już od dawna. Brakowało jego efektownych, diablo precyzyjnych podań, również chapeu, które w Brazylii i Hiszpanii było jednym z jego popisowych zagrań, w Italii jakoś nie było praktykowane.

Wraz z jego przyjściem Sampa wreszcie zyskuje dobrego gracza na prawą flankę. Szybki, świetnie centrujący, potrafiący kapitalnie strzelać z dystansu. Czyli tak naprawdę, robiący to samo co trzymany na ławce Adrian Gonzalez. A co z lewą stroną?

 

01:06, brasileirao , Brazylia
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 08 lutego 2010

Na ten mecz czekała cała Brazylia. Po latach gry w Realu Madryt i Manchesterze City, Robinho wreszcie zagrał w barwach Santosu.

Wiele się nie nagrał, bo ledwie pół godziny, ale za to strzelił gola decydującego o wygranej Santosu. I to jak, piętką!

 

 

Wygrana Santosowi nie przyszła jednak aż tak łatwo jak możnaby wnosić z łatwości, z jaką Robinho strzelił bramkę. Chociaż przyznać trzeba, że była w pełni zasłużona. Do przerwy "Peixe" prowadzili wprawdzi 1-0 po golu z karnego Neymara (18-letni szczeniak strzelił sławnemu Rogerio Ceniemu "paradinhę").

Ale prawda jest taka: karny się nie należał! Żadnego faulu na Arouce nie było. Gracz Santosu po prostu nabrał arbitra, który dał się zrobić w balona.

Wprawdzie w strzałach na bramkę Santos wygrał 8-3, w posiadaniu piłki 61-39, ale KARNEGO DOSTALI W PREZENCIE.

Santos był szybszy, Santos miał pomysł na ogrywanie rywala. Grająca w ustawieniu 4-4-2 drużyna Dorivala Juniora zaimponowała wzorowym przygotowaniem taktycznym.

Boczni obrońcy (Leo i przesunięty z ofensywy - lecz kapitalnie sobie w nowej roli radzący - Wesley) nie dali szans skrzydłowym Sao Paulo, sami zaś odważnie atakowali wolnymi korytarzami na połowie rywala.

Sampa wrócili znów do 3-5-2 i znów wyszło kiepsko. To właśnie katastrofalny dobór skrzydłowych i przesunięcie na pozycję ofensywnego pomocnika Marcelinha Paraibę przyniosło klęskę w 260 klasyku przeciwko Santosowi.

Marcelinho kręcił się po boisku zupełnie nie wiedząc jak przysłużyć się partnerom. Co rusz, wpychał się w akcje, które - przejmując futbolówkę - zwalniał. Chwilami odnosiłem wrażenie, że MP już nie bierze udziału w zawodach, tak skromnie prezentował się do przerwy.

Gorzej było tylko na lewej flance, gdzie Ricardo Gomes znów ustawił Jorge Wagnera. JW ma już 32 lat, do tej pory nie dał się poznać jako sprinter, a już na pewno nie jako człowiek o podwójnych płucach. Ba, już w poprzednim sezonie walczył o miano najwolniej poruszajacego się po boisku gracza Sao Paulo.

Ustawić na flance jednego faceta, który jest wolny niczym stoper, mało zwrotny, a do tego daleko mu do wydolnościowych rekordów Maicona czy Daniego Alvesa? Toż to prawdziwy sabotaż! I takowego właśnie dopuścił się Ricardo Gomes.

 

II połowa

Po pauzie wydawało się, że trener przejmuje kontrolę nad drużyną. Kilka dobrych akcji (tak samo jak na początku pierwszej połowy) uskutecznił Hernanes, który był w przekroju całego meczu najlepszym graczem FC Sao Paulo.

Do drugiej lini, na prawą pomoc przeszedł Jean, zaś Jorge Wagner zajął miejsce na lewej obronie, natomiast Marcelinho na lewej pomocy. Czyli powrót do testowanego od początku roku 4-4-2.

I może nawet coś by z tych nowych pomysłów wyszło, gdyby nie kiepska gra napastników. Dagoberto spóźniał się za akcjami Hernanesa, Washington za to wikłał się w dryblerskie popisy, które za każdym razem przegrywał, bo przecież jest graczem do odgrywania piłki i kończenia akcji, a nie rozrywania obrony rywala. Dziś, kiedy ma 35 lat widać to jeszcze jaskrawiej...

Washington na ławę, za niego Cleber Santana, Dagoberto na ławę za niego Roger. Początkowo wydawało się, że trener kapitalnie czyta grę i poprawia błędy drużyny po mistrzowsku. Bo jeśli napiszę, że Roger strzelił efektownego gola 15 sekund po wejściu na boisku to dowód jest to mocny.

Ale radość w Sao Paulo nie trwała długo. W Santosie na boisku pojawił się Robinho, który zluzował mniej widocznego Andre.

Szybciutko okazało się, że mając w ofensywie jego, Neymara i Ganso... trudno będzie stracić piłkę.

Tymczasem Cleber Santana poszedł w ślady Marcelinha i również snuł się po boisku nie mogąc sobie znaleźć sensownej roboty. A jakby tego było mało, znać było u niego braki w przygotowaniu fizycznym. Nie potrafił dryblingiem zostawić za plecami rywala, a większość pojedynków o piłkę przerywał faulami.

Gomes musiał zatem zdjąć Marcelinha... ale nie wstawił do gry Marlosa, lecz Leo Limę! Po co kolejnego środkowego pomocnika? Nie mam bladego pojęcia.

I to właśnie tym nieobsadzonym skrzydłem Santos wypuscił ową cudowną kontrę, którą Robinho sfinalizował bezczelnym strzałem piętą.

Jeśli dodam, że wespół z Neymarem miał jeszcze jedną "piętkową" akcję, po której mógł paść gol, to uznać trzeba, że powrót zaliczył naprawdę udany.

 

RG do zmiany?

A Sao Paulo? Cóż, w moim odczuciu problem mają ten sam co na zakończenie Brasileirao: kiepski trener, który nie jest w stanie zdecydować się jakim gra ustawieniem.

Testuje na słabszych rywalach 4-4-2, po czym na ważny mecz wraca do 3-5-2 z parą skrzydłowych, którzy nie nadają się do tej roboty w druzynie, która ma zamiar wywalczyć mistrzostwo i Copa Libertadores za jednym zamachem.

Popatrzcie na Leo Mourę, Evertona, Jonathana, Marcio Fernandesa i innych. To są charty, które zasuwają w te i we te. Jean jest graczem znakomitym w odbiorze piłki, lecz nie jest chartem. Jorge Wagner kapitalnie centruje, potrafi kropnąć z dystansu (tak jak i Jean), ale biega nieco szybciej od piszącego te słowa i do tego nie jest w stanie wytrzymać prędkosci sprintu na dłuższym niż kilkanaście metrów dystansie.

Sao Paulo brakowało lekkości, dynamiki, gry na jeden kontakt praktycznie w ogóle nie próbowali. Grali ciężko jak reprezentacja RFN za czasów Hrubescha czy Rummeniggego. I pomyśleć, że na ławce plaszczył cztery litery kapitalny Marlos, kiedy Marcelinho i Jorge Wagner dawali popis nieudolności w wlace z szybkim jak wiatr Wesleyem...

A co z Wellingtonem, a co z tymi wszystkimi młodziakami, którzy wygrywają "copinhę", wypełniają notatniki menadżerów z Europy, jeżdżą z młodzieżowymi reprezentacjami Brazylii... tylko Gomesowi do niczego się nie nadają.

Tuż przed meczem dyrektor sportowy Sampy zdradził, że nowy skrzydłowy dojdzie do drużyny jeszcze w tym tygodniu.

Tylko po co? A nie warto zaufać młodzieży jak czyni to co jakiś czas w imponującym stylu Santos? W końcu młodziaki z Morumbi na ogół leją santosiaków!

FC SP w tym sezonie weszli w buty Corinthiansu i co rusz ściągaja wysłużonych najemników, którzy za pół roku trafią już do innej ekipy.

A może zamiast wydawać pieniądze na kolejnych oldbojów, oszczędzić na sowicie opłacanym Ricardo Gomesie, nie potrafiącemu zbudować systemu gry, nie wiedzącemu, kto i co ma na boisku robić?

Podczas Brasileirao ściągnięty z Francji szkoleniowiec narzekał, iż nie potrafił w trakcie rozgrywek skutecznie narzucić zawodnikom nowych zadań taktycznych.

Miał półtora miesiąca przerwy po sezonie aby wpoić graczom teorię swojego systemu, zagrał sześć przeciętnych meczów ze średniakami, żeby jeszcze ją przetestować... po czym w prestiżowym meczu, drugi raz się poddał. Toż to kompletny brak konsekwencji, która jest matką sukcesu w sporcie!

 

Robinho

Santos wygrał, Robinho wrócił jak na króla efektownego futbolu przystało. Kilkoma akcjami pokazał, że z gry w Realu i MC wyniósł nowe nawyki, które pięknie obrazowały dojrzewanie tego futbolowego magika.  Kiedy rywal rozgrywał piłkę na swojej połowie napastik zamykał korytarze do najprostszych podań do najbliższych partnerów, zmuszając do grania długim i zwykle niecelnym podaniem.W ataku pozycyjnym miast szarżować na dwóch, trzech rywali, umiejętnie ściągał jedynie ich uwagę, by grać szybko piłkę do Wesleya, Neymara czy PHL. Mało tego, pedalady ani jednej nie uskutecznił, ale i tak wykonał akcję meczu.

Ech futbolowi geniusze, jak dobrze Was mieć w drużynach!

 

PS. Pierwszy tydzień z Robinhem w Brazylii na tym blogu zakończyłem. Wracał, pocił się, aż wreszcie wrócił na dobre.... a jeszcze u Galvao Bueno ogłosił, że chce jechać na mundial i grać na nim pierwsze skrzypce!

02:17, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24