środa, 18 listopada 2009

Doprawdy nie wiem skąd ludzie biorą te informacje!

- Puchar Króla: Barcelona wylosowała Alcorcon - wieści Interia.

Onet chwali się, że "znane są już pary", a portale poświęcone Barcelonie, piłce w Hiszpanii, a nawet moi koledzy z Tylko Piłki powielają tą wymyślaną informację.

W zasadzie, powielił ją każdy kto kupuje informacje od agencji ASInfo. Ba, powielił ją każdy, kto poza Wikipedią świata nie widzi. A przecież w każdej szanującej się firmie medialnej mówią:

- sprawdzaj w różnych źródłach.

No to sprawdziłem kto się pomylił. Angielska wersja internetowej encyklopedii podała ową wiadomość a gazety i portale powtarzają i powtarzają w nieskończoność. I tylko ona.

Tymczasem losowanie pierwotnie miało odbyć się 3. grudnia, dziś Marca podała, że jednak już dzień po andrzejakach.

Dowiedzieć się z artykułu można, że wraz z doborem par 1/8, poznamy później drabinkę czyli z kim zwycięzcy zmierzą się w kolejnej, a potem jeszcze następnej rundzie.

http://www.marca.com/2009/11/17/futbol/copa_rey/1258479985.html

Ta zabawna historia przypomniała mi moją przygodę sprzed kilku lat, kiedy pracowałem w Dzienniku Bałtyckim. Otóż, największe ogólnopolskie dzienniki podały za PAP, że Unia nakazała zaprzestanie instalowania pewnego typu pasów bezpieczeństwa w samochodach. Dyrektywa miała wejść jakieś 2 miesiące od ukazania się owego komunikatu w PAP.

W kraj poszła panika. Zastanowiło mnie jednak nie to, że będą w autach inne pasy, lecz to co stanie się z pasami samochodów stojących już w salonach, oraz tych, które dopiero do salonów jadą, alboc są w montażowniach.

Zadzwoniłem do ministerstwa, a tam pan wyjaśnił, że nie w samochodach wszystkich tylko tych do masowego przewozu ludzi i wcale nie żadna bomba, tylko producenci pasów mają zaprzestać ich robić, więc nikt niczego demontować nie będzie. Bo co z taśmy produkcyjnej do końca owych 2. miesięcy zejdzie to na ulicę wjedzie.

Szczęśliwy, że odkryłem dziwactwo powielane w Największych Dziennikach pobiegłem do redaktora naczelnego. Zawsze to można trochę pokpić z konkurencji.

Szef jednak miał inne zdanie:

- A jak inni mają? - zapytał przerażony, że znów coś tam jakiś reporter mu wynajduje.

I tak to dochodzimy do sedna sprawy. Każda głupota, choćby najbardziej absurdalna jeśli tylko przeleci przez tvny, onety czy dzienniki to staje się prawdą. A każdy kto ją prostuje oszołomem zawracającymi kijem rzekę.

Wiem co piszę, bo trzy lata temu żadna z gazet, z którymi współpracowałem nie mogła mi uwierzyć, że na Euro 2012 nie powstaną żadne hotele, drogi i linie kolejowe. Że budowa stadionów w miastach, gdzie nie ma klubów pewnych gry w ekstraklasie i europejskich pucharach to bzdura.

Zachowałem sobie kilka z przepojonych ekstazą gazet pamiętnego czasu przyznania nam Euro. Czy dacie wiarę, że Wprost twierdził, że Euro to będzie skok cywilizacyjny i szansa na miarę planu Marshalla???

Żale te wszystkie wylewam, choć wcale nie o tym pisać miałem. Lecz znów radio podaje jaki to armagedon nas czeka w związku ze świńską grypą. Przekonuja o tym prawnik, a potem ginekolog!

A ja znów mam przed oczyma tego samego redaktora naczelnego, który twierdził, że jedyny na Pomorzu spec od szczepionek rekombinowanych, profesor-wirusolog, wygaduje bajki przypominając, że "hiszpanka" też była ptasią grypą...

Dziś wywiadów z prof. Szewczykiem ani prof. Płucienniczakiem - nasławniejszym polskim specem od szczepionek, nadal nie słyszę.

Ale polityków i kolegów-dziennikarzy ględzących z politykami o szczepionkach za to co rusz.

Do diabła, niech kowal kuje konia, krawiec szyje ubrania a lekarz leczy!

Zamiast:

- A jak mają inni?

22:15, brasileirao , Hiszpania
Link Komentarze (2) »

Club Atletico Banfield to ekipa, która nigdy do potęg się nie zaliczała. Ba, popularni poza "swoją częścią" rejonu metropolitarnego Buenos Aires też raczej nie są. Tak naprawdę, najbardziej znamy ich jako... klub, w którym kiedyś grał Javier Zanetti. Lecz to właśnie Banfield ma spore szanse na wygranie Apertury 2009.

Były bramkarz Falcioni ustawia swój zespół ofensywnie. Grają w ustawieniu 4-4-2. A tym co ich wyróżnia na tle konkurencji jest szybka wymiana podań. Piłka nie tyle krąży między zawodnikami co niemal cały czas pchana jest do przodu. Zresztą, mają na szpicy faceta, którego pseudonim artystyczny to "Czołg" wiele można przepchnąć.

Wspomniany "El Tanque" Silva strzelił w tym sezonie 11 goli. POdejrzewam, że asyst może mieć drugie tyle, bo chociażby w ostatnim meczu zaliczył ich ze trzy!

Co ciekawe, ów Urugwajczyk do reprezentacji swego kraju powoływanym nie jest. Dokładnie tak jak świetnie spisujacy się w Newell's Old Boys Rosario Antonio Joaquin Boghossian. Santiago Silva pcha się do przodu niczym taran, Boghossian ma 194 cm i świetnie gra głową. Czyli są dokładnie takimi graczami, których brakuje reprezentacji Urugwaju. A jednak Oscar Washington Tabarez jakoś ich nie powołuje. Chociaż - po prawdzie - "Czołg" miał już w kadrze swoje pięć minut. Ale było to jeszcze w tych czasach, kiedy nie był liderem Banfieldu, lecz pracował na miano najbardziej nieodpowiedzialnego napastnika w Primiera Division. Prawie jak Edmundo, prawie jak Stoiczkow... tylko osiagnięcia i klasa sportowa troche mniejsze...

Silva 2009 to już jednak zupełnie inny zawodnik. Patrząc jak motywuje kolegów, jak z nimi ciągle analizuje akcje, jak walczy dla drużyny, nie mogę nie pisać o nim w superlatywach.

Śmiem twierdzić, że to dzięki opiece "starszego brata z Urugwaju" tak kapitalnie w tym roku rozwija się talent 18-latka z Kolumbii - Jamesa Rodrigueza. Chyba także pod wpływem Silvy ów potomek emigrantów z Anglii solidnie przybrał na masie i widać, że nie na siłowni raczej za dziewczynami ćwiczącymi pilates i jogę się nie ugania.

Objawieniem jest także drugi z Urugwajczyków, 24-letni napastnik (a jakże!) Sebastian Rodriguez. On wprawdzie gra już w Banfield od kilkunastu miesięcy, a podczas Clausury strzelił 6. goli, lecz właśnie podczas Apertury kapitalnie dopełnia zniszczenia obrony rywala, współpracują z Rodriguezem i Silvą.

A jeszcze w miniony weekend kapitalnie zaprezentował się "mini Silva", czyli 21-letni Cristian Garcia. To on strzelił 2. gole Velezowi Sarsfield,  to o nim pisała argentyńska prasa jako o bohaterze meczu.

Club Atletico Banfield na 5. kolejek przed końcem Apertury ma tyle samo punktów co NOB z Rosario i wydaje się, że to między tą parą rozstrzygnie się kwestia mistrzostwa.

I chociaż to "El Taladro" grają przyjemniej dla oka, to i tak nie jestem przekonany, że zdobędą tytuł. W końcu podczas Clausury najbardziej oko cieszyły mecze Huracanu, lecz tytuł powędrował do Velezu Sarsfield.

Tak czy siak, może największym wygranym tej rywalizacji dwóch klubów z zaplecza (bo jednak ani NOB ani CAB to żadne argentyńskie potęgi) okaże się ... reprezentacja Urugwaju!

Boghossian i Silva zbyt wielu lepszych od siebie kandydatów do kadry nie mają.

18:19, brasileirao , Argentyna
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2009

Co się dzieje z Palmeirasem? Tego nikt już chyba nie wie. Piłkarze już tracą do siebie wzajem cierpliwość, Muricy Ramalho też sprawia wrażenie człowieka, którego życie przerasta, nawet prezydent klubu bezradnie rozkłada ręce.

Drużyna przegrywa, w lepszym razie coś zremisuje, powoli zaczyna tracić dystans do Sao Paulo, a po dzisiejszych i jutrzejszych meczach może się okazać, że nawet awans do Copa Libertadores wisi na włosku.

Palmeiras w pierwszym meczu 35. kolejki zremisował 2-2 z praktycznie zdegradowanym już do Serie B Sportem Recife. Po spotkaniu znów gromy spadły na sędziów. Czy gol strzelony przez Danilo był prawidłowy? Moim zdaniem tak, a dyskusja na jego temat jest bezcelowa, acz skutecznie podsycana przez Globo (gdzie była ta stacja, kiedy sędzia dyktował dwa karne z kapelusza dla Santosu w meczu przeciwko Flamengo?).

Znów klapą okazał się występ Diego Souzy, którego beznadziejna postawa w decydującej fazie rozgrywek powinna dyskredytować jako kandydata do tytułu gracza roku.

Co dzieje się z Gremio Porto Alegre? Wice-mistrzowie z poprzedniego sezonu nawet przez chwilę nie liczyli się w walce o tytuł. Od kilku kolejek wiadomo też, że mimo sporego spłaszczenia czołówki nie bedą się też liczyć w walce o awans do Copa Libertadores. Zarząd zadziałał natychmiast. Sławny Paulo Autuori został pogoniony, a grupa co ciekawszych piłkarzy jest już szykowana do odejścia. Douglas Costa, Rever czy bramkarz Victor to dziś gorące nazwiska na piłkarskiej giełdzie.

Nazwisko nowego trenera? Silas z rewelacyjnego Avai jest na dziennikarskiej na miejscu pierwszym, a za nim Adilson Batista, o ile - rzecz jasna - powinie mu się noga w Cruzeiro.

Trenerem przymierzanym do 1/4 klubów Serie A jest weteran Joel Santana, który po niezbyt udanym epizodzie w RPA jest głodny pracy w ojczyźnie.

Hm, a może tak jeszcze Lothar Mattheaus?;)

I tylko "trójkolorowa maszyna" z Sao Paulo ma to wszystko w nosie. Bez spekulacji na temat zmiany trenera, wzmocnień z Europy, super-transferów... powoli, konsekwentnie, acz nie widowiskowo idą po czwarty pod rząd tytuł mistrza Brazylii.

Jeśli dziś wygrają z Vitorią Bahia śrubowanie krajowego rekordu znów się zacznie. Będzie ciężko, bo przecież po poprzednim meczu z Gremio za czerwone kartki pauzują: Borges, Dagoberto i Jean. Szczególnie brak pierwszych dwóch wydaje się potężnym problemem, bowiem trener Ricardo Gomes na ławce będzie musiał posadzić nastolatków. Kim bowiem zastąpić ów doświadczony duet bombardierów?

Tak czy owak, Sampa faworytem meczu, Sampa faworytem w walce o tytuł.

 

20:52, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (1) »
wtorek, 10 listopada 2009

Wiem, wiem, Real - Alcorcon i nic więcej. Wiadomo, odrobią czy nie odrobią. Mało kto wierzy, że RM da radę awansować. Prawdę powiedzawszy po obejrzeniu "blancos" w niedzielnym meczu z Atletico też nie dałbym za Raula i spółkę nawet włosa z łydki, ale...

Ale Real to najbardziej utytułowany klub w Hiszpanii. Real wygrał 17 razy Puchar Króla, 9 razy Puchar Europy/Ligę Mistrzów, ma Kakę, Higuaina i Ruuda Van The Mana, którego mam nadzieję zobaczyć jutro o 20 naszego czasu.

Zatem kibice Realu: nie zwieszajacie nosów na kwintę. 5-0, 6-1 itp - to wszystko jest w zasięgu Waszych mistrzów.

A ja ostrzę już sobie zęby na 22.00, bo właśnie wtedy przyjemne połączy się z pożytecznym. Zapłacą mi za to, że skomentuję mecz Barcelony z Culturalem Leonesą.

W środę o 21.00 zagramy jeszcze Rayo Vallacano - Athletic Bilbao, zaś w czwartek o tej samej porze Hercules Alicante - Almeria.

Do zobaczenia w SPORTKLUBIE!

00:06, brasileirao , Hiszpania
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 listopada 2009

No to się nam porobiło w brazylijskiej Serie A. Lider przegrał, wice-lider zremisował, za to kolejne punkty uciułały Flamengo i Cruzeiro. Efekt? Kluby, które na półmetku zupełnie nie liczyły się w stawce dziś mają szanse na mistrzostwo Brazylii.

34. kolejka rozpoczęła się już w czwartek. To właśnie tego dnia, w Porto Alegre, Gremio urwało kolejne punkty FC Sao Paulo (1-1). Pomyślałby kto, że dla Atletico Mineiro i Palmeirasu to spory handicap... Może i tak, ale trzeba szczęściu jeszcze trochę dopomóc, a tego ani pierwsi ani drudzy dokonać nie potrafili. Atletico Mineiro polegli u siebie 1-3 z Flamengo, którzy byli ich bezpośrednimi sąsiadami w tabeli (teraz kluby zamieniły się miejscami), za to Palmeiras znów zagrał katastrofalnie. I chociaż w trakcie meczu już mówiłem, że sędziemu przyśnił się faul Obiny - co dało panu arbitrowi asumpt do anulowania prawidłowo strzelonego gola - to jednak ogólny poziom zawodów w wykonaniu Verdao był chwilami żenujący.

Palmeiras do luftu

Bez Pierre'a i Cleitona Xaviera ich druga linia prezentuje się po prostu słabo. Diego Souza zajeżdżający się w nieokiełznanej dryblerce jawi się jako zawodnik bez ksztyny rozsądku. Wprawiał mnie tym w zdumienie nie raz w poprzednich sezonach, w tym większe wprawia mnie dziś, gdy drużyna jest o krok od pierwszego od 15 lat tytułu mistrzowskiego.

Oczywiście porażka na Maracanie nie to nie wielki wstyd, ale czwarta porażka w sześciu ostatnich występach drużyny, która jeszcze miesiąc temu była pewniakiem do wygrania Brasileirao to już zahacza o blamaż. I to z jakimi zawodnikami, i to z jakim trenerem! Coś podejrzewam, że tak jak wypala się gwiazda Vanderleia Luxemburgo, tak i wypala się gwiazda Muriciego Ramalho...

Największym zwycięzcą meczu "zielonych" z "trójkolorowymi" okazał się napastnik Fred, któy strzelił 9. gola w sezonie, jedynego w całym meczu. I to meczu, w którym pierwszy raz zagrał z opaską kapitańską na ramieniu.

Flu po kolejnej wygranej z zespołem z czołówki są już na 17. miejscu, ale do 16. Botafogo tracą jeszcze pięć punktów, których odrobić łatwo nie przyjdzie...

Paragwajski koń z Belo Horizonte

Kiedyś zapytałem znajomego z Brazylii, co to znaczy "paragwajski koń". Często spotykałem się z takim terminem, lecz długo nie znałem jego znaczenia. Pamiętam jak dziś wyjaśnienie na przykładzie Atletico Mineiro:

- to ktoś taki co cały czas szarpie, nadaje ton wyścigowi/rywalizacji, a kiedy przychodzi finisz nie ma sił i w decydująca walka toczy się bez niego.

I tak też jest w Brasileirao 2009. Gonili, gonili, a na finiszu znów przegrywają. Co gorsza, na własnym terenie! Pokonali ich w derbach Cruzeiro, pokonali Flamengo. Ba, Adriano zrównał się w klasyfikacji strzleców z Diego Tardelli (po 18 goli). A to już niemal kopanie leżącego (konia paragwajskiego?)...

Cruzeiro jeszcze walczy, Inter już nie

W sobotę największym wygranym byli starający się o awans do Copa Libertadores gracze Cruzeiro. Wygrywając 3-2 w Recife ze Sportem przybliżyli się do FC Sao Paulo na pięć punktów. Sporo, ale FC SP w tym roku już nie takią przewagę potrafili roztrwonić. W meczu na północnym wschodzie znów ujęła mnie organizacja gry ofensywnej Raposa. Znów mnogość ciekawych rozwiązań, znów dobry mecz, mimo, że klub przecież stracił niedawno najlepszego strzelca (Kleber od kilku miesięcy jest kontuzjowany) oraz lidera drugiej lini (Ramires świetnie radzi sobie już w Benfice).

Jak ten Adilson Batista to robi, że co kwartał wylatuje mu ze składu po dwóch najbardziej rzucająych się w oczy zawodników a drużyna wciąż gra na dobrym poziomie?

Może to coś to ów system. Czyli sprawa dla której krająć dają się w Ajaksie, Barcelonie i ostanio w Niemczech. Gramy w obrębie pewnych wytycznych, które znane są wszystkim piłkarzom i nawet jeśli to futbolowi artyści to i tak muszą zmieścić się w ramach, które zbił im trener Batista. Gaucho pełną gębą (nawet wybrany do "jedenastki" wszechczasów Gremio), ma się rozumieć... chociaż urodzony w Kurytybie;)

Natomiast Internacional Porto Alegre od dwóch tygodni sprawia wrażenie zespołu, któremu już nie zależy. Miała być potrójna korona na 100-lecie klubu, a będzie cała para w gwizdku. Jak mawiał pewnien majster z mojej pierwszej pracy zarobkowej:

- wielki pysk, a jeden ząb.

Takie właśnie podsumowanie sezonu najlepiej zobrazuje fatalne zakończenie kampanii, która miała przynieść pierwszy od 30 lat tytuł. Tymczasem po kolejnym remisie, nie jestem przekonany czy Colorado zdołają przebić się choćby do G-4 dającej awans do Copa Libertadores. Szkoda, bo klub, który wypromował tak zdolnych graczy jak Taison, Sandro, Giuliano czy Marquinhos, zaś wypromować może jeszcze (o ile wreszcie zaczną grać!) talenty klasy Alana Kardeca czy Wagnera, powinien bić się o najwyższe cele. No tak, lecz w sumie to czego się spodziewać po teamie, który zwalnia jednego z najlepszych strategów w Brazylii, a w zamian powołuje dyżurnego strażaka, co to żadnego pożaru jeszcze nie zgasił i do tego o żadne mistrzostwo się jeszcze nie otarł, choć 20 lat się już trenerką para.

Nie woła się do uzdrawiania Realu Madryt Antoniego Piechniczka, tak jak do ratowania Energie Cottbus Jose Mourinho. Znaj proporcje mocium Panie - ech, jaka szkoda, że w Porto Alegre tego nie znają...

 

23:49, brasileirao , Brazylia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 06 listopada 2009

Piłkarski maraton wciąż jeszcze u mnie trwa. Od wtorku obejrzałem już z 10 meczów, ale tym, który najbardziej mnie zaskoczył (zastrzegam, ze jeszcze sporo widowisk przede mną, a nie wszystkich rezultaty znam - ot, takie oglądacze hobby) był remis Valenci w Pradze ze Slavią.

Był to bowiem jeden z tych meczów, które faworyt - zgodnie z planem - miał wygrać, a cudem nie wygrał. I nikt nie wie dlaczego.

Do rzeczy! Otóż, początek zawodów był do przewidzenia, Czesi nastroszyli piórka i parę razy nawet zagrozili bramce Javi Vargasa, lecz z czasem to Hiszpanie zdominowali grę. Utrzymywali się długo przy piłce, z łatwoscią atakowali to z lewej, to z prawej flanki, nie mniej łatwo w środkowej strefie boiska rozbijali akcje Slavii. Lecz do przerwy tylko raz zdołali trafić do czeskiej bramki (22 min, Joaquin z karnego). Kiedy jednak tuż po pauzie podwyżyli na 2-0 (47 min. Maduro) byłem przekonany, że zwycięstwo mieli w kieszeni. Ba, w końcu co rusz trafiali w słupek, poprzeczkę, dochodzili do sytuacji sam na sam, albo brakowało im tylko centymetrów do golejnego trafienia....

Życie ma jednak tą piękną cechę, która nawet księgowym przynosi nadzieję - jest nieprzewidywalne. I tak to raz Slavii udało się wyjść z kontrą. Nawet nieszczególnie groźną, ale - co najwazniejsze - przyniosła ona rzut rożny. Właśnie po tym rogu celnie główkował na 1-2 Janda (79 min.) Co najzabawniejsze, Czech przeskoczył najwyższego gracza tegorocznych rozgrywek, ponad dwumetrowego Serba Zigicia! Czyli kuriozum pełną gębą. Lecz i to nie było wcale szlagierem wieczoru. Oto dwi minuty później Czechom znów udał się kontratak, tym razem lepiej przygotowany, lepiej rozegrany i co najważniejsze znów skuteczny. 2-2 po golu Grajciara.

Przyznam szczerze, że do tej akcji nie miałem pojęcia co znaczy powiedzenie, że ktoś ma minę jakby mu w kaszkiet narobiono, lecz po 81. min. praskiego meczu wreszcie pojąłem głębię tej poetyckiej frazy. Bowiem dokładnie taką minę miał szkolenowiec Valenci Unai Emery.

On pewnie też zastanawiał się jak można nie wygrać wygranego, zjeść ciatko i równocześnie mieć je nadal czy nie umieć śpiewać i zrobić karierę jak Enrique Iglesias.

Cóż, nie zbadane są wyroki Boskie. Akurat to w tradycyjnie prawicowej Walencji powino być zrozumiałym wytłumaczeniem, które powinno dać asumpt do zdeklasowania najblizszych rywali w Primera Division i Copa del Rey.

Swoją drogą, tyle słyszę o sytemie rotacji składu w Realu Madryt, lecz w Walencji to dopiero maja karuzelę. I tylko szkoda, że z kariery 27-letniego Vicente Rodrigueza już chyba nic nie będzie i nawet na karuzelę się nie załapie. Bo talent chłopak miał naprawdę nie z tej ziemii...

14:51, brasileirao , Hiszpania
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 02 listopada 2009

Przyglądając się występom estradowym arbitra podczas sobotniego meczu Flamengo - Santos, myślałem o pracy wrocławskich prokuratorów. Mianowicie zastanawiałem się co powiedzieliby o "pomyłkach" Nielsona Nogueiry Diasa, któremu uroiły się aż dwa karne dla "Peixe".

Na stronach internetowych brazylijskich mediów tradycyjnie problem "karnych z kapelusza" furory nie zrobił, tak samo jak w Argentynie mało kto przejmuje sie czerwonymi kartkami za wyimaginowane faule.

Jednak moim zdaniem sędziowanie a la Nogueira Dias to kpina z widzów. A przecież to ku ich uciesze rozgrywane są biletowane mecze piłkarskie.

Najpierw zadziwił mnie faulem na Paulo Henrique Limie, któremu zachciało się wywrócić obok stoperów Fla. Potem zaś dał się nabrać na komiczny pad bodaj Felipe Azevedo, którego paralityczna wywrotka speców od naciągania kalibru Filipo Inzaghiego mogłaby najwyżej rozśmieszyć. Ale Nogueirę Diasa ani nie rozbawiła, ani nie wyprowadziła z równowagi lecz zmusiła do potraktowania Flamengo całkiem poważnym karnym.

Szczęśliwie dla klubu z Rio Paulo Henrique Lima w ową pamiętną sobotę postanowił pójść w zawody z rekordem Martina Palermo i obywie "jedenastki" strzelił w sposób przewidywalny, a do tego lekko i blisko środka bramki.

Szczęśliwie dla nas kibiców Ganso był największym pechowcem meczu, który jakimś dziwnym trafem Flamengo wybitnie miało przegrać.

Nieszczęściem zaś było obserwowanie sędziego chcącego odegrać główną rolę na piłkarskiej arenie.

 

23:53, brasileirao , Brazylia
Link Komentarze (1) »

Nawet grając bardzo przeciętnie można w tym roku sięgnąć po mistrzostwo Brazylii. FC Sao Paulo są o krok od czwartego z rzędu tytułu. Znów wygrali, tym razem w sobotę derby z Gremio Barueri. Za to główny kandydat do zabrania im tytułu - Palmeiras - w żenującym stylu, rzutem na taśmę wyrwał punkty Corinthiansowi.

Tak kiepskiego meczu z udziałem "Verdao" nie widziałem od... niedawnego meczu z Nautico. Corinthians prowadził 1-0 po golu z karnego Ronaldo (świetne prostopadłe podanie De Federico do Jorge Henrique, którego w polu karnym powalił wolny jak żółw Marcos). "Timao" zachwyceni prowadzeniem i przewagą jednego gracza oddali rywalom inicjatywę... a ci postanowili przekonać kibiców, że o ataku pozycyjnym nie mają pojęcia.

Nudna i schematyczna gra ekipy Muriciego Ramalho w niedzielny wieczór była wprost powalająca. Wprawdzie "zieloni wyrównali, ale dosyć szczęśliwie i po spóźnionym wyjściu bramkarze Felipego (inną kwestią pozostaje offsajd...).

"Timao" odpowiedzieli kolejnym golem Ronaldo. I znów wycofali się na 50 metr. A Palmeiras swoje... Nudno, chaotycznie i byle jak. Diego Souza zabierający pomocnikom piłkę i bezmyślnie holujący ją we wszystkie możliwe kierunki kapitalnie obrazował degrengoladę drużyny Muriciego Ramalho.

Do tego trener wyraźnie nie miał nosa do zmian. Marquinhos, który wszedł na boisko wraz z początkiem drugiej połowy był fizyczne nie przygotowany do zawodów. Przegrał wszystkie pojedynki dryblerskie, nie potrafił włączyć się do akcji granych skrzydłem, ani razu nie wyszedł na obieg po rozpoczęciu akcji przez Armero...

Jak więc w takich okolicznościach Palmeiras zdołał wyrównać? Cóż, wyroki boskie wciąż pozostają niezbadane:)

A ponieważ mecz był słaby to na deser zobaczcie to co w miniony weekend było najciekawsze, czyli gole:

 

22:06, brasileirao , Brazylia
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 listopada 2009

Skoro AZ Alkmaar mógł wydrzeć tytuł PSV, Ajaxowi i Feyenoordowi, to dlaczego nie mógłby podobnego osiagnięcia w Portugalii potwórzyć Sporting Braga.

W 8. kolejce zakończyła się ich seria meczów zwycięskich. Ale po 9. rundach wciąż są jedynym niezwyciężonym zespołem w Portugalii, a za nimi już pojedynki z FC Porto i Benficą!

Właśnie Orły zostały ograne przez drużynę trenera Domingosa 2-0. Najzabawniejsze jest to, że Bragę dla Benfici po poprzednim sezonie porzucił trener Jorge Jesus.

Benfica przed tym spotkaniem miała na koncie 30 goli w 8. meczach, pogrom Evertonu w pucharze Europy i... pozycję faworyta w tej konfrontacji.

Na Bragę okazało się za mało co tylko doda smaczku rywalizacji o tytuł.

Wygrana Sportingu oznacza, że zespół z północy kraju ma trzypunktową przewagę nad Benficą i pieciopunktową nad Porto.

A Bola już przygotowała sondę, w której pyta czy ekipa Domingosa jest kandydatem do tytułu.

Zaś piszący te słowa zerka na tabelę Liga Sagres i na 11. miejscu znajduje drużynę Leixoes Matasinhos, którzy w pierwszej rundzie poprzedniego sezonu też przez pewien czas prowadzili, nawet urywali punkty gigantom...

Braga zapewne jest najsilniejszym z zespołów goniących Wielką Trójkę, lecz szczerze wątpię aby ów tercet byli w stanie zostawić w tyle. Chociaż rozbić go wypada portugalskim klubom juz od dawna. Bo w końcu nic tak nie dobija rozgrywek jak stagnacja.

22:11, brasileirao , Portugalia
Link Komentarze (4) »
sobota, 31 października 2009

Rzadko zdarza mi się cokolwiek mówić i pisać o krajowej piłce. Koń co jest kazdy widzi. Ale wczoraj usłyszałem w radiowej Trójce wywiad z nową rzeczniczką PZPN. Otóż, pani Agnieszka Olejkowska zapowiedziała, że będzie wraz ze swoim sztabem pracować nad "ociepleniem wizerunku PZPN".

I to jest to co wkurza mnie w polskiej piłce najbardziej. Nie ma centrów treningowych, nie widać pracy z narybkiem, nie ma klubów w europejskich pucharach, nie ma kibiców na trybunach ale buduje się 40-tysięczne stadniony na trwające miesiąc Euro 2012.

Tysiące kibiców dwoi się i troi aby okazać niezadowolenie z zarządzania polską piłką, domagają się zmiany, ba, prawdziwej rewolucji... a w zamian dostaną "nową strategię komunikacyjną".

Przypomniało mi to o moim ulubionym zwrocie, którym posługują się absolwenci marketingu chcąc banalną rzecz wyjaśnić w niebanalny sposób - "targetowanie behawioralnie".

Przypomniało mi to o akcji prowadzonej przez Polskie Koleje Państwowe, które wprawdzie wydają ładny magazyn, wprawdzie mają cały sztab ludzi od PR, ale ocieplanie nijak im nie wychodzi, bo nawet gdyby Pamela Anderson została ambasadorem marki PKP to nie jest w stanie "ocieplić" mojego podejścia do brudnych kibli, spóźnionych pociągów, śmierdzących dworców i błędnych rozkładów jazdy.

Bo pociąg ma być czysty, przyjeżdząć punktualnie, obsługa ma być sympatyczna bo w końcu za to dostają ode mnie pieniądze. A sprawa rzeczników prasowych to nawet nie drugi rząd ważności...

To samo jest z PZPN. Mecz są słabe, stadiony kiepskie, efektywnych działań zarządu nie widać... to co tu ocieplać?

Wywalić na zbity pysk. Odebrać Euro 2012, które jest niepotrzebym wywalaniem pieniędzy. I może na zgliszczach obecnej zgnilizny coś nowego powstanie.

Pytanie tylko kto miałby to zrobić? Panowie ministrowie sportu to albo koledzy gangsterów (Dębski), albo są zamieszani w niejasne interesy (Lipiec, Drzewiecki).

A może wielki kibic pan premier ? Hm, nawet jak wyszło na jaw, że przetarg na sprzedaż stoczni w jego rodzinnym mieście był ustawiony to konsekwencji wobec odpowiedzialnego ministra nie wyciągnął...

Ale rząd też przecież głównie "ociepla wizerunek". Co dobitnie potwierdza, że ryba psuje się od głowy.

Cała nadzieja w kibicach i ich bojkocie. Oby sponsorzy byli tak samo wytrwali jako oni. Widać bowiem gołym okiem, że tylko zakręcenie kurka z potokiem kasy może to towarzysktwo zmusić do odejścia w piekielne czeluście.

Nowemu trenerowi reprezentacji zaś życzę powodzenia. Uff, wreszcie mamy Polaka! Wprawdzie po polsku średnio mówi ale jest nasz - czy PZPN odetchnął z ulgą? I czy ktoś tam nie zastanowił się, że jedyni dwaj poważni kandydaci do sukcesji po Leo Benhakkerze trenerki uczyli się w Niemczech i we Francji?

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21